Chrześcijańskie obyczaje.

Dzisiejsze czytania Liturgii Słowa skłoniły mnie do refleksji nad słodkością i goryczą Dobrej Nowiny. Miałem później wrażenie, że również czytania Liturgii Godzin mówią o tym samym. Chociaż może rzeczywiście słyszymy, to co chcemy słyszeć… Dla mnie to jest bardzo ważne. Ale czy dla Was? Oceńcie sami.

Otóż w Księdze Apokalipsy św. Jana Apostoła usłyszałem dzisiaj następujące słowa: „I wziąłem książeczkę z ręki anioła i połknąłem ją, a w ustach moich stała się słodka jak miód, a gdy ją spożyłem, goryczą napełniły się moje wnętrzności” (Ap 10,10). I zastanawiałem się, co to oznacza. Dlaczego „książeczka” jest słodka tylko w ustach? Miałem takie przekonanie, że chodzi o to, by Dobra Nowina przepowiadana przeze mnie była pełna słodyczy, przepojona duchem pokoju, pojednania i przebaczenia. Natomiast moje wnętrzności ma napełniać goryczą, czyli skłaniać mnie nieustannie do rachunku sumienia a nawet do pokuty, że za dobrem nie idę, miłości i pojednania nie szukam, tylko swojego interesu. Wczoraj przeczytałem piękne słowa kard. Kurta Kocha, przewodniczącego Papieskiej Rady d.s. Jedności Chrześcijan. Powiedział on, że 500. Rocznica Reformacji, przypadająca w 2017 roku powinna być czasem pokuty. Powinniśmy (patrz: my katolicy i protestanci) pokutować, że ta reformacja nie dokonała się naprawdę. Skutkiem zatwardziałości serc chrześcijan był podział Kościoła, później już nie tylko podział, ale wojny religijne i wzajemna wrogość. To nasza wina. To moja wina. To nie jest tylko wina protestantów, że odważyli się protestować, mówić prawdę. To wina katolików, że nie potrafili słuchać, że nie umieli się nawrócić, że nie mieli w sobie pokory. Papież, biskupi i Marcin Luter nie mieli pokory. Ale nie tylko oni, wtedy, ale i my dzisiaj i ja, ponosimy odpowiedzialność. Przecież Kościół dzisiaj jest w moich rękach. I mnie zatem brakuje pokory do pojednania, odwagi do nawrócenia i gotowości do przebaczenia. Mnie tych cnót brakuje. Niestety. Ewangelia dała mi wczoraj ostrzeżenie a dokładnie Chrystus, mój Pan. „Nie zostanie w Tobie kamień na kamieniu, bo nie poznałeś czasu swego nawiedzenia”. Czy to nawiedzenie nie przychodzi w każdej Eucharystii, w każdym moim spotkaniu z Bogiem na modlitwie, w natchnieniach by czynić dobrze…? Jezus Chrystus na moich oczach umiera na ołtarzu a w komunii świętej zmartwychwstaje dla mnie, we mnie. Przelewa swoją drogocenną Krew. Nie przychodzi agresywnie, z krzykiem. Nie wyciąga moich grzechów na publiczny widok i nie robi ze mnie pośmiewiska, żeby mnie ukarać. Nie żąda dla mnie więzienia ani innej kary. Przychodzi delikatnie, nie narzuca się, szanuje moją wolność i przychodzi z łaską przebaczenia, dając mi wewnętrzny pokój. Oczywiście wzywa mnie do zmiany życia, do nawrócenia, ale pociągając mnie swoją delikatną miłością. Czy Wy też tego doświadczacie? Czytam w każdą środę modlitwę po litanii do bł. Czesława: „Boże, który niegdyś na prośby Błogosławionego Czesława zechciałeś ocalić Wrocław przed Tatarami, a w czasie ostatniej wojny wśród zgliszcz i ruin naszego miasta zachowałeś nietknięte to święte miejsce, wysłuchaj modlitwy, jakie tu przez orędownictwo naszego Patrona wznosimy ku Tobie i spraw, abyśmy z nieugiętą wiarą, mocną nadzieją i niezwyciężoną miłością przeciwstawiali się zagrożeniom chrześcijańskich obyczajów.” I zastanawiam się, co to są te „chrześcijańskie obyczaje” i co im dzisiaj zagraża? Czy tymi „chrześcijańskimi obyczajami” jest istnienie wolnych, katolickich mediów? Czy może posiadanie swoich przedstawicieli w parlamencie? A może rozwikłanie śledztw ważnych dla tożsamości narodowej? A może postawienie pomnika ofiar smoleńskich pod klasztorem dominikanów w Krakowie? I myślę, że to ważne sprawy, że to godziwe interesy. Jednak to nie są moim zdaniem chrześcijańskie obyczaje, o których mówi modlitwa. Chrześcijańskie obyczaje to właśnie umiejętność mówienia o Bogu i o wierze słowami pełnymi miłości i pojednania. To właśnie owa słodycz w ustach, o której pisze św. Jan w Apokalipsie. Mówienie z miłością nawet wtedy, gdy inni obrzucają mnie błotem i plują na mnie. Jezus zapłakał nad Jerozolimą, chociaż ta Go odrzuciła. Św. Ojciec Dominik płakał pod krzyżem, pytając się Boga: „Panie, co będzie z grzesznikami?” Gdzie zniknęła moja miłość do ludzi? W co się zamieniła? W złośliwość? W żądzę zemsty? W oskarżenie? Gdzież są chrześcijańskie obyczaje? Zagraża im „duch tego świata”, którym przeniknięci są ludzie Świętego Kościoła, pasterze, którzy pasą samych siebie. Przeniknięty tym duchem jestem ja – ilekroć wołam o pomstę do nieba patrząc na innych a nie na siebie. Bł. Czesławie, uratuj we mnie chrześcijańskie obyczaje!

About Norbert Oczkowski

no cóż... Jestem sobą...

Posted on November 23, 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. 1 Comment.

  1. I we mnie. Amen.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: